środa, 27 marca 2013

I don't believe it czyli zasłyszane w markecie.


Jakie to ciekawe rzeczy dzieją się w nocnych gdy fani mocnych, niekoniecznie szlachetnych trunków wracają na spoczynek z miejsc rozpusty i sodomy. Jeszcze lepsze rzeczy zasłyszeć można stojąc w kolejce do kasy. I żeby nie było nie podsłuchiwałem, ale nie usłyszeć się nie dało.. I nie tylko ja jestem erotoman gawędziarz.

Miejsce akcji: TESCO  kasy samoobsługowe,  czas akcji: dziś,  aktorzy: Para znajomych (i think) w wieku około 20-25 lat

Mężczyzna - Chciałbym mieć gęstszy zarost na twarzy.

Kobieta - Gena nie wydłubiesz. To genowa loteria fantowa, jak z cyckami u kobiet...(chwila ciszy podczas kasowania kaszki mannej). Po co Ci gęsta broda, skoro masz dużą pałę?

M - Bo jak ktoś na mnie patrzy to w pierwszej kolejności nie wie, że mam dużą pałę i czy jestem fajny.

K - Masz dobry ryj, nie marudź.


I bądź tu człowieku mądry.... http://www.youtube.com/watch?v=ooNaPJoZnOM



Acapulco Nights in STReFA

czyli I like STReFA


Pardą za moje paralitykowate filmowanie


I znowu bym się pomylił wpisując sferę zamiast STReFY..Freud? Nie o to przecież chodzi. Nowa kawiarnia moich znajomych mega fajne miejsce klimatyczne, ładnie pachnące nawet kawa mi smakuje, a ja przecież kawoszem nie jestem.

Wspominam o tym miejscu z kilku powodów, o których zaraz napiszę nie tylko dlatego, że są to moi znajomi... Jako laik w sprawach kawy, bałaganiarz i gadżeciarz chciałem zrozumieć co za kawa z czym i dlaczego taka a nie inna technika parzenia jest stosowana., oczywiście nic z tego nie zapamiętałem mimo usilnych starań szefowej. Co jednak da się zauważyć to minimalistyczny, ciepły jasny wystrój z wielką czarną planszą nad barem.  Super wielki prawdopodobnie Włoski ekspres stoi sobie na barze, czaderskie filiżanki, kubki, dzbanki takie designerskie... takie w cipke można by powiedzieć. Jednym słowem minimalizm i bajer ze smakiem to jest to co lubię  A wszystko wypełnione bazgrołami Milakovej (dziś jej wyszło cappuccino z namalowanym mlekiem sercem, a miało być cappuccino bez serca, a to wszystko przez....a tam zaraz nieważne przez co)




Czemu też piszę o Sferze, ponieważ..kurwa STReFIe...Nie wiem czemu mi się to myli sorry Ewelina, sorry Czacha... 
Zatem piszę o tym bo ja jako osoba lubiąca przebywać w miłym znanym sobie otoczeniu, emerycki mizantrop, lubię miejsca dla młodych ludzi. Miejsca robione przez ludzi dla ludzi. Zawsze chciałem bywać w miejscu, w którym osoba za barem zawsze wie co zamówię, wszyscy mnie znają, ja znam wszystkich, i kawa smakuje a ja smakoszem nie jestem. Po za kawę i herbami, jogurtami i koktajlami będzie Dżoga i Fusion Activities?( brzmi trochę jak zabawa w domina i  niewolnicę?... znów Freud kurwa...) Nawet orgazm przez łaskotki można będzie osiągnąć dzięki salonowi Łaskotek. Pierwszy raz żałuję, że nie mam łaskotek.."Królestwo za orgazm" - rzekłbym . Ja jako ten mniej giętki, gibki i ruchliwy wolę pić i jeść a jest co. Dania UWAGA takie modne słowo teraz "wege", czyli krótko mówiąc zdrowe świeże i  bez mięcha sałatki, kanapki, muffiny, ciastka, ciasta na słodko i wytrawnie. Mimo, że dobre facetowi to by się stek przydał.. no może kiedyś jakiś indyczek czy króliczek na talerzu...


Mimo pewnych zawirowań administracyjnych i urzędniczych STReFA podkreślam to wyraźnie żeby się nie myliło!!; jest już otwarta normalnie. Ku mojemu zaskoczeniu i wielkiej uciesze, podniecie wręcz w głośnikach zawiało disco prosto z głośnika puszczane z vinyla. Nie no kurwa jaram się cieszyłem się jak głupi słuchając Acapulco Nights popijając swoje cappuccino, a przecież wszyscy wiedzą, że disco to dla mnie wszystko!


wtorek, 12 marca 2013

Rafał vs. Sen  0:1


W związku z tym, że obiecałem sobie wypisywać i spisywać wszystkie absurdy, które na mnie spływają, postanowiłem spisać także i to. Mój sen, w którym totalnie nie wiem o co chodzi...

Akcja dzieje się na basenie kilkoro moich znajomych, nie wiem których bo twarze takie jakieś zamazane. Jestem pod wodą w sensie nurkuje i łąskoczę pewną kobietę blondynkę jak pamiętam, gdy pada zdanie:

"Nie łaskocz mnie(w domyśle pod wodą) bo włosy czesałam"

niedziela, 10 marca 2013

Jak ktoś ma pecha to nawet palec w dupie złamie



Czas znowu coś napisać z  czystej przyjemności oczywiście. Podzielić się z innymi można tak samo chusteczką jak i fascynacjami muzycznymi, a dziś napiszę o płycie, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Zanim jednak przejdę do artystów zafascynowanych klasycznym rock'n'rollem chciałbym przytoczyć sytuację, która jak zwykle przydarzyła się nikomu innemu jak ZNOWU mi w pewnym przybytku międzymiastowego transportu.

Jakiś czas temu Bydgoski PKS wprowadził karty  magnetyczne w celu programowania na nich biletów miesięcznych. Mające usprawnić kontrolę biletów i komfort pracy kierowców, jak i pasażerów ów kartom zdarzają się defekty. Karty można programować w budynku PKS jak i przez kierowcę w pojeździe. 

Jak nie trudno się domyślić operacja na mojej karcie magicznie nie mogła zostać wykonana. No chuj zdarza się. Musiałem wkleić więc kasę jak za normalny kurs, a w dalszej kolejności ubiegać się o reklamację. Następnego dnia, pełen zapału udałem się na rzeczony PKS. Jak wszedłem do budynku moim oczom ukazał się napis, zajebiście wielki i wkurwiający napis "Awaria Komputerów. Prosimy o zakupywanie biletów u kierowców. Za utrudnienia przepraszamy." You can't fucking be serious -pomyślałem. Ale skoro już jestem podejdę zapytam jak wygląda procedura reklamacji. Stała ogromna jak okno kasy biletowej około 60-letnia kasjerka wątłej urody, zajadająca się Kebsem z pobliskiej budy. Nie dość, że sam wygląd odstraszał to patrzyła na mnie takim wzrokiem jakbym się wysrał na środku holu i zaczął się w tym tarzać. 

 Nakreśliłem ów pani całą sytuację, że karta zablokowana, nie mogłem doładować biletu, że wkleić kasę musiałem, że jak ją odebrać, że zaraz jadę do Toronto i muszę mieć załadowaną... Elokwentna Pani kasjerka rzekła:
Kasjerka - Nie mógł Pan wczoraj przyjść sobie doładować?
Ja - Nie gdyż po pierwsze wracałem z Torunia do Bydgoszczy, a po drugie Wczoraj była niedziela a wy w takie dni nie pracujecie.(umiejętność dedukcji kasjerki powaliła mnie)
K - Zatem Pana bilet z tamtego przejazdu będzie odliczony od sieciówki.
J - No dobrze, a jeśli teraz u kierowcy nie będę mógł doładować??
K - No to będzie miał problem ( nie no kurwa Holmes wysiada)

Dałem sobie spokój z dyskusją. Widocznie Pani w blond trwałej dotarła do mięsa w swoim Tureckim cudzie kulinarnym. Pojawiła się jednak iskierka nadziei  W kasie obok zniknęła karteczka ze wspomnianym wcześniej napisem. Rezolutnie podbiegłem i rzuciłem śmiałe - Doładowanie poproszę. Mój entuzjazm nie trwał długo. Bilet wydrukował się ale nie mógł być zaprogramowany na karcie. Przyszedł informatyk, który walczył z komputerem dobre kilkanaście minut. W tym czasie kolejka za mną rosła i rosła. Pani Kebabowa widząc kolejkę zamiast przejąć podróżnych zasłoniła okienko i zabrała się za jogurcik. W tym samym momencie agresja ludzka skumulowała się na mnie studencie. Reakcje były różne dziwne spojrzenia komentarze w stylu "studiować im się zachciało", albo "przeprowadzi się do śmierdzieli jak mu się tam podoba". W tym momencie zacząłem myśleć cytatami z "Nic śmiesznego" Koterskiego - "Każdy mój dzień składa się z takich gówien, no każdy", "I tak do zajebania"...

W tym własnie momencie przyszedł mi z pomocą mój "pedalski" telefon (dzięki Jabłońska zawsze można liczyć na Twoje kryptogejowskie wsparcie), w którym zagościła kilka godzin wcześniej płyta Rival Sons -Head Down. Fenomenalne połączenie hipisowskiego rocka, elektryzującej energii płynącej z rifów, wyjętej prosto z łożyska dziecka spłodzonego z połączenia Hendrixa i Jaggera. Ale to pierwsza część płyty tworząca pozytywne emocje i nawet Kebab babcia nie zniszczy siły i prędkości z jaką poprawia się humor. Że by tego było mało druga część płyty brzmi jak ścieżka dźwiękowa do pornola kręconego w warunkach domowych... Fenomenalna, najlepsza płyta na stresowe sytuacje z resztą co tu będę pisał jak połamany słuchajta!!!!!!!!!!!!


http://www.youtube.com/watch?v=-ijOlAR3zs8
http://www.youtube.com/watch?v=_-oCues_BW4
http://www.youtube.com/watch?v=CJqUArl8p04
http://www.youtube.com/watch?v=Em328gERm9A

wtorek, 26 lutego 2013


Nie rób drugiemu...



Wiem, wiem... Powinienem wziąć się za rozdział magisterki ale jakoś nie mam ni nastroju, ni weny, ale wziąć zaraz się muszę. Zanim jednak to nastąpi podzielę się kolejnymi spostrzeżeniami odnośnie kobiet i ich pokrętnej logiki, a wręcz rażącego jej braku.

Podczas rozmowy z pewną sympatyczną I. naszła mnie znowu jakże nie błyskotliwa myśl na temat kobiet i relacji między mężczyznami. Każda kobieta spotkała na swojej drodze chama, pospolitego debila czy skurwiela, który albo proponuje pójście do niego albo 200 złotych za loda, lub w najlepszym wypadku ma na nią szczerze wyjebane. Oczywiście podobnie jest z mężczyznami i zołzami. W tym wypadku jest pewien jeden istotny szczegół różniący obie konotacje męsko-damskie oraz damsko-męskie.

"To nie świat dał mi imię Bezlitosny" - śpiewa Borysewicz w linku poniżej podobnie ma się rzecz z mężczyznami i ich związkami. Kobiety zazwyczaj w swojej podłości są w stanie przekraczać wszelkie granice ogólnie przyjętych metod życia społecznego może nie będę wnikał w szczegół wystarczy przeczytać ów artykuł: http://urodaizdrowie.pl/dlaczego-zdradzamy 

Oczywiście zgodnie z nim faceci zdradzają częściej ma to zapewne związek z potrzebą ryzyka, adrenaliny , instynktu drapieżnego zdobywcy, natury wpisanej w osobowość mężczyzny.. Wynika z tego artykułu też jedna bardzo ważna zależność poglądowo przedstawiana zdaniem "Jak facet zdradza jest chujem, jak kobieta... no cóż widocznie czegoś jej brakowało" Mówię to tym trochę tak na marginesie ale sednem tego posta jest to kto tworzy takich fajfusów, którzy kiedyś był uczuciowym, dobrym, rozsądnym inteligentnym( no inteligencja raczej od tak nie ulatuje), przystojnym staje się skurwielem korzystającym z okazji.
Odpowiedź jest prosta.. same kobiety swoim wyrachowaniem, używając słów niszczą pewne wartości w mężczyźnie Oczywiście zawsze są faceci chujowaci od urodzenia, no ale..No właśnie jest pewne, są też mężczyźni którzy poprzez swoje doświadczenia wyłączają odczucia i stają się szowinistycznymi bestiami, bałamucąc kobiety, tworzą kolejną wirówkę nonsensu. Pytanie kto to zaczął. Czego by nie można powiedzieć o facetach zawsze starają się rozwiązać sytuacje z kobietą ugodowo bez scysji i wzajemnych animozji. Mowa tu o związkach z wyłączeniem rozwodu, bo to już inna bajka. Kobiety natomiast starają się wszelkimi sposobami niszczyć pewność siebie mężczyzny, nie przebierając słowa zranić, zgnieść, zbesztać. Można by pisać o tym wiele, natomiast konkluzja jest jedna. Nie wierze w przeznaczenie, jestem realistą, ateistą, ale powiem jedno... karma zawsze wraca... więc nie rób drugiemu...

http://www.youtube.com/watch?v=OauL4VWi0sU

I wiem kurwa, że lakoniczne w końcu zaraz będę magisterkę pisał...



czwartek, 21 lutego 2013

Kawa czy Pralka

Dziwne rubieże mojej pokrętnej logiki zostały przetarte. Zaskakujące jest do jakich dziwnych konkluzji może dojść człowiek nie spodziewając się takiej sytuacji, dwutlenku węgla, hemoglobiny...

Siedząc ze znajomymi z roku, którzy nabijali się de facto z historii podrywania mnie przez geja, nazywając mnie kryptogejem, ale chuj przecież am dystans do siebie sam się nabijam z Olki, że jest cieciem, ponieważ nosi przydużą rozciągniętą czarną koszulę do złudzenia przypominającą kombinezon(hahah zawsze bawiło mnie to słowo) ochroniarza z supermarketu.. ale nie o tym chciałem. Zatem ze znajomymi poszliśmy między zajęciami na kawę do pewnej kawiarni. Pomijając jakieś pierdoły, o których rozmawialiśmy moją i nie tylko moją uwagę przykuła designerska szklanka na kawę. Szkło bardzo lekkie, wypełnione próżniową przestrzenią. Wyglądało jak masywne szklanisko, którego płynny ciemny napar( właściwie taki sraczkowaty, jak to się mówi pedalska kawa z mlekiem) wypełnia tylko część przestrzeni wyrytej jakby w kształt wielkiej menzurki.

Sensem właściwym tego monotonnego wywodu była ciekawa sytuacja wynikła z fascynacji szklanką... tak kurwa szklanką. Otóż młoda para nam towarzysząca zaczęła rozmawiać o ów szklankach designie w kuchni a ja chętnie podchwyciłem temat. Słowa wypowiadane przez Pannę E., dziewczynę Pana A. jak mantra wbijały się w przestrzeń kawiarni "kup mi takie, kup mi!!" wprowadziło do mej głowy pewien niepokój i myśl sugerującą iż kobiety czasem same są winne swemu losowi zaszufladkowania w kuchni i swego rodzaju wykluczenia. Dlaczego nie zwróci uwagi mężczyźnie by nazrywał jej  kwiatów, ulepił bałwana z nią, zabierał w ciekawe miejsca, ugotował pyszny obiad a nie tylko KUP KUP KUP... Potem facet się nauczy i będzie szedł na łatwiznę a to kupi album, a to kupi buty, a to kupi to a potem tamto i tak jego inwencja będzie spadać i spadać aż skończy się na tym, że po 20 latach kobieta dostanie zmywarkę bo wszystko inne już zostało kupione...

Wirówka nonsensu a przecież to jakaś pierdoła powiedzieć można... owszem pierdoła ale pierdoły są najistotniejsze i na koniec rada dla facetów i kobiet w sumie też, chociaż panowie są bardziej praktyczni.: własnoręcznie zrobiony prezent jest najlepszy i nie mówię tu tylko o rzeczach materialnych...kurwa znów ten erotyzm w głowie...

A poniżej trochę inspiracji




środa, 13 lutego 2013

Kup czasem książkę zamiast Tequilli BEJBE..


Ile trzeba wypić, jaką mieć sieczkę w głowie, żeby uważać za zgreda kogoś kto po prostu wie, że Amol przeciwdziała bólowi głowy?? Ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.

Jak bardzo trzeba żyć w tym popierdolonym świecie myśląc, że ów lek jest lekiem starych ludzi bo w reklamie występuję emeryci... A kogo kurwa mieli pokazać? "Amol polecam i pozdrawiam Justyna Kowalczyk"? Swoją drogą ciekawe gdzie widziała tych starych ludzi..

W takich momentach mam wrażenie, że uświadomienie czegoś ludziom jest po za ich możliwościami intelektualnym, a każda próba czystej pomocy się skleceniem pseudointelektualnej docinki z cyklu zgredostwa. Ironia jest natomiast niczym w pełni załadowany karabin automatyczny, z którego strzelamy ślepakami w ów idiotę. On nie zrozumie, on nie ogarnia suspensu. No nie ma rady..

Jak walczyć z inteligencją na poziomie mrówkojada?


http://www.youtube.com/watch?v=bK_qiGVtNgs

niedziela, 10 lutego 2013


Kacowe oczyszczenie


A tak siedząc dzisiaj na wspomnianym kacu oglądałem wideoklipy. Doszedłem do wniosku, że chyba czas zapoznać ludzi z tym czego nie mają okazji ujrzeć w współczesnej telewizji.. pomyślałem o Tool'u... mój ulubiony zespół z resztą.. Ciekawe jakie opinie ludzie będą mieli na temat tego co tu zobaczą.... 




Wideoklipy to jedna z najważniejszych form wizualnych w historii sztuki obrazów ruchomych.  Patrząc przez pryzmat siły przekazu oraz emocji jakich ze sobą niesie, bez wątpienia przewyższa animacje jak i klasycznie pojmowany film. Wszyscy znają, widzieli milowe wideoklipy, podnoszące jakość i kunszt tego rodzaju sztuki. Słynne Dire Straits – Money for Nothing  i zaawansowane techniki graficzne, Genesis – Land of Confusion oraz świetnie wyreżyserowany klip kukiełkowy, czy na końcu uznawany za największy majstersztyk, klip nad klipami, niezapomniany Michael Jackson – Thriller. Ze wszystkim bez dwóch zdań nie można się nie zgodzić. Pozostaje tylko mały problem, mała luka, która często zostaje pominięta, zapomniana przez fanów muzycznych ruchów na obrazie, jak i samych specjalistów. Tool to zespół, który nie wychodzi ze swojego cienia, bazuje na sile swojej muzyce, poglądach i indywidualnych umiejętnościach muzyków. Muzycy stronią od mediów, od współczesnej kultury audiowizualnej. Paradoksalnie w świecie percepcji telewizyjno-komputerowej są pariasowymi geniuszami poklatkowej sztuki wideoklipów. Dlaczego tak się stało? Dlaczego muzycy nie utożsamiający się ze współczesnym ruchem audiowizualnej bezmyślności tak dobrze łączą swoją muzykę z obrazem? Na te pytania, idąc zgodnie z ideą przyświecającą temu zespołowi, postaram się odpowiedzieć krótko i na temat.

Tool powstał w 1990 roku, z inicjatywy wokalisty Maynarda Jamesa Keenana, gitarzysty Adama Jonesa, basisty Paula d'Amoura i perkusisty Danny'ego Careya. Zespół tworzy muzykę z pogranicza metalu progresywnego i rocka. Oglądając wideoklipy zespołu Tool, odnosi się dwa wrażenia. Pierwsze z nich dotyczy mrocznego klimatu wszystkich wideoklipów i przytłaczającego wrażenia przesytu mistycyzmu tekstów dosłownie przerzucanych na obraz, ale także idealnej spójności obrazowo-tekstowej.

 Pierwszym zagadnieniem zajmę się później, natomiast jeśli chodzi o materię przesłania, klimatu, sensu w przeniesieniu na obraz, zadając sobie pytanie w jaki sposób osiągnąć tak doskonałą symbiozę tych odrębnych stron sztuki, odpowiedź jest prosta. Za oby dwie sfery odpowiada jedna osoba. 
Adam Thomas Jones gitarzysta zespołu Tool, ale nie tylko. Jones jest głównym projektantem opraw graficznych albumów zespołu. Ponadto odpowiada za oprawę koncertów Toola i co najważniejsze wyreżyserował wszystkie wideoklipy.  Adam Jones urodził się w miejscowości Park Ridge, gdzie dorastał, uczył się gry na kontrabasie. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia filmowe, później przeniósł się do Hollywood Make-up Academy, gdzie praktykował rzeźbienie, tworzył lalki teatralne, uczył się charakteryzacji i makijażu sceniczno – filmowego. Jego umiejętności zdobyte w Hollywood Make-up Academy pozwoliły mu pracować jako charakteryzator w takich produkcjach jak: Pogromcy Duchów 2, Koszmar z ulicy Wiązów. Najwięcej czasu i pracy  jednak poświęcił przy produkcjach: Terminator 2: Dzień sądu, Predator 2, Park Jurajski 3, gdzie odpowiadał za efekty specjalne. Jones jest także miłośnikiem twórczości dwóch polskich artystów  Zdzisława Beksińskiego i Stanisława Szukalskiego, podobnie z resztą jak pozostali muzycy zespołu.
Trzymając się już rysów biograficznych, w tym momencie warto wspomnieć o jeszcze jednej ważnej osobie powiązanej bezpośrednio z audiowizualnym odbiorem twórczości amerykańskiego zespołu. Mowa tutaj o artyście Alex’ie Grey’u. Grey urodził się  29 października 1953 w Columbus. Jest artystą, rzeźbiarzem, wizjonerem, twórcą tzw. portretów astralnych. Jego największym dziełem są Sacred Mirrors. Przedstawiają one fizyczną i subtelną anatomię jednostki w kontekście kosmicznej, biologicznej i technologicznej ewolucji. Grey przedstawił w nich opisy ludzkiego ciała, które „prześwietliły” wiele warstw rzeczywistości i ujawniły oddziaływanie anatomicznych i duchowych sił.  Technik używanych podczas tworzenia Sacred Mirrors użył w przedstawieniu takich archetypowych doznańjak modlitwa, medytacja,pocałunki,współżycie, ciąża, narodziny, pielęgnacja i śmierć. Ostatnie prace Greya badały temat świadomości z perspektywy „uniwersalnych bytów”, których ciała są sieciami ognia, oczu i nieskończonych galaktycznych wirów. Wspomnieć o nim warto, dlatego, że filozofia oscylująca wokół nauk Buddystycznych, którą wyznają nie tylko muzycy zespołu Tool jak i samego Greya pozwoliła na nawiązanie stałej współpracy, przy tworzeniu wizerunku kapeli.


Przechodząc do wideoklipów, bo jak pisać o wideoklipach nie mogąc, nie chcąc ich zobaczyć. Pierwszym wideoklipem był Hush. Teledysk z 1992 roku został wyreżyserowany przez Ken’a Andrews’a. Był to pierwszy i ostatni teledysk nakręcony przez Andrews'a oraz pierwszy i ostatni nienakręcony techniką poklatkową czy animacyjną.

Rok później powstał teledysk do utworu Sober. Był to pierwszy teledysk kukiełkowy z kolekcji wcześniej wspomnianego Adam’a Jones’a. Teledysk mroczny, smutny, przesycany momentami realnymi nagraniami. Pierwszy raz mamy okazję obcować z humanoidalnymi istotami przedstawianymi gęsto i często w klipach Toola.

W 1994 roku powstał kolejny, przełomowy dla kultury telewizyjnej klip Prison Sex. Teledysk  jak i piosenka opowiada o seksualnym wykorzystywaniu dzieci. Techniki narracyjne zastosowane w klipie przez Jones’a, jak i bezpośredni sposób przekazu werbalnego połączony ze scenami umieszczonymi w obrazie jak i charakterystyczna wysoka humanoidalna postać zmusiły stację MTV do pierwszego w jej historii zakazania wyświetlania tego klipu na antenie. Teledysk krążył intensywnie w środowisku fanów zespołu.




Dwa lata później utwór Stinkfist został nominowany w kategorii najlepszy wideoklip. Osobiście jest to mój ulubiony 
teledysk zespołu. Łączy on w wyjątkowy sposób różne techniki filmowe. Płynnie przechodzi z klasycznej formy kadrowania, gry aktorskiej na animacje poklatkową, dorzucając elementy grafiki komputerowej. Godny uznania jest klimat niesamowita kolorystyka, która powstała z połączenia brązowego, czarnego, białego i niebieskiego, wygląda to tak jakby taśmy przeleżały kilkanaście lat w jakimś szarym kącie. W tym teledysku animacja stworzonych postaci, jakaś taka posępna i wynaturzona a z drugiej strony wywołująca żal, smutek, współczucie względem postaci widzianych na ekranie. Po raz kolejny, jak i właściwie za każdym kolejnym razem  Adam Jones, który jako twórca muzyki Tool'a oraz teledysków w najlepszy sposób potrafi oddać ich klimat utworu, będąc twórcą jednego i drugiego.

Parabola z 2002 roku to teledysk opowieść. Fabularna wersja muzyczna znane między innymi z klipów prezentowanych rzez króla Popu. Dziesięciominutowe małe dzieło przesycone po raz kolejny smutną, irracjonalną rzeczywistością, w której czujemy się trochę jak w Labiryncie Fauna Guilermo Del Toro. W odróżnieniu od nazwy utworu myślę, że tak samo jak muzyka, wideo trzyma tak samo genialny poziom wykonania. Sceneria ujęcia chciałoby się nieprofesjonalnie nazwać cudem.

Ostatnim teledyskiem nakręconym w 2007 roku jest Vicarious. Dzieło stworzone przez Jones’a  w ścisłej współpracy z Grey’em , co ewidentnie widać. Ten teledysk od innych wyróżnia fakt, iż został stworzony od początku do końca techniką animacji komputerowej. Ponadto archiwalne fragmenty konfliktów zostały zmontowane techniką znaną z dokumentów nazywanych mianem Dokumentów Montażowych (serie filmów dokumentalnych, prezentowanych w kanałach takich jak National Geographic oraz Discovery Channel). Jest to pierwszy i zarazem jedyny teledysk Toola stworzony w taki sposób.


Zastanawiając się co można o Tool’u, idąc za tokiem myślenia Tarantino, filmy jak i teledyski powinno się oglądać a nie rozmawiać o nich. Myśląc  o Jones’ie mam wrażenie, że mówię o człowieku humaniście i o człowieku , który w pewien sposób łączy to co było stare i dobre, w lepsze nowe. Stworzył coś zupełnie nowego nie bazując na niczym co można by było uznać za powielane. Mam tylko nadzieję, że tą krótką  wypowiedzią zainteresuję do zagłębienia się w idee tej muzyki jak i teledysków, które są jej nieodłączną składnią. 


Oczywiście przedstawiłem kilka klipów, które moim zdaniem są najlepsze poniżej linki do wszystkich.

http://www.youtube.com/watch?v=EF_WKwbueG8
http://www.youtube.com/watch?v=Y697CvJdMBA
http://www.youtube.com/watch?v=Dxk_wYeIv6I
http://www.youtube.com/watch?v=phcNqlbZ7-s
http://www.youtube.com/watch?v=_z2O289Jemo
http://www.youtube.com/watch?v=phcNqlbZ7-s
http://www.youtube.com/watch?v=PX0goWI0N_s
http://www.youtube.com/watch?v=TZemFKSu3lE
http://www.youtube.com/watch?v=hii17sjSwfA


Do kurwy nędzy....a może lepiej o psia kość?


Nowa przygoda? Rozwój umysłowy ? A może zwykłe zabicie nudy?

Ciekaw jestem sam co z tego Bloga wyjdzie. Dyskusje i dyskursy, publiczne komentowanie, czy też zabawne historie. Tego chciałbym by było dużo na tym blogu. Trochę o mnie samym o tym co mnie boli, mierzi, śmieszy. 

Ciekaw jestem czy będę potrafił ubrać w słowa, czasem obraz, to co siedzi mi w tej łepetynie. Czy to będzie  pisanie w eter nie zależy tylko ode mnie. Prywatny zbiór historii, fascynacji, żartów czy przygód rodem z 50 Twarzy Greya?? Hell NO!! Żadnych monotematycznych gadek...no może trochę...czasem.

Siedzę na kacu i zastanawiam się co ja chcę tu przekazać.. Idee bloga do kurwy nędzy? Przecież nie ma żadnej idei ma być fajnie, miło i przede wszystkim MA SIĘ TU DZIAĆ...